„Stajecie się piękni” po trzydziestu trzech latach.

—࿈

We wrześniu 1993 roku „Rzeczpospolita” opublikowała obszerny wywiad z lamą Ole Nydahlem. Polska była wtedy krajem dopiero budzącym się po komunizmie, buddyzm tybetański pozostawał egzotyczną ciekawostką, a internet dla większości ludzi jeszcze nie istniał. CERN dopiero udostępnił oprogramowanie WWW w domenie publicznej, otwierając drogę do narodzin współczesnej sieci. Dziś ten wywiad czyta się nie tylko jako rozmowę o buddyzmie, lecz także jako dokument świata, który właśnie znikał.

۞

Polska, która właśnie się budziła

Najbardziej pamiętanym zdaniem całej rozmowy nie jest żadna wypowiedź o medytacji, Tybecie czy filozofii buddyjskiej.

To zdanie o Polsce.

Zapytany o przemiany po upadku komunizmu lama Ole Nydahl odpowiedział:

„Przez cały okres komunistyczny, kiedy przyjeżdżaliśmy do Polski, powietrze było tu ciężkie. Ten kraj trwał w zbiorowej depresji.”

„Teraz widzę, jak się budzicie i naprawdę stajecie się… piękni.”

W roku 1993 były to słowa odważne. Polska znajdowała się w samym środku transformacji gospodarczej. Bezrobocie rosło, wiele zakładów upadało, a entuzjazm pierwszych lat wolności mieszał się z niepewnością. Tym bardziej uderza fakt, że zagraniczny nauczyciel buddyjski dostrzegł nie tyle problemy ekonomiczne, ile zmianę psychologiczną i kulturową.

Patrzył na Polskę nie przez pryzmat statystyk, lecz energii społecznej. Widział kraj, który po dziesięcioleciach kontroli zaczynał odzyskiwać poczucie sprawczości.

۞

Buddyzm jako doświadczenie

Drugim motywem przewijającym się przez cały wywiad jest słowo „doświadczenie”.

Lama opowiada o swojej młodości jako nieustannym poszukiwaniu intensywności życia. Wspomina wspinanie się na najwyższe drzewa, jazdę na najszybszych motocyklach i fascynację wszystkim, co pozwalało dotknąć granic własnych możliwości.

W tym świetle jego podróż do Nepalu i spotkanie XVI Karmapy nie jawią się jako religijne nawrócenie, lecz jako kolejny etap poszukiwania czegoś autentycznego.

„Nie bierzcie niczego na wiarę, badajcie”

„Zacznij od zmiany wewnątrz, a dopiero potem na zewnątrz”.

To charakterystyczny rys zachodniego buddyzmu drugiej połowy XX wieku. Wielu pierwszych uczniów tybetańskich mistrzów nie przychodziło z powodów religijnych. Szukali praktyki, doświadczenia i metod pracy z umysłem.

Właśnie dlatego w rozmowie tak często powraca temat osobistego sprawdzania nauk zamiast przyjmowania ich na wiarę.

۞

Zaskakująca niechęć do nawracania

Dla współczesnego czytelnika szczególnie interesujące mogą być fragmenty dotyczące zmiany religii.

Można by oczekiwać, że nauczyciel buddyjski będzie zachęcał do przechodzenia na buddyzm. Tymczasem lama mówi coś odwrotnego.

Porównuje zmianę religii do zmiany życiowych partnerów i ostrzega przed powierzchownym podejściem. Jeżeli przemiana jest tylko kolejną modą, lepiej jej nie dokonywać.

„Jeśli łatwo porzucamy jedną osobę, to równie łatwo możemy porzucić następną. Nie jest to zbyt głębokie podejście (…) Jeżeli to będzie jak zmiana jednej mody na drugą, a nasz umysł pozostanie taki, jaki był — wtedy lepiej dajmy sobie spokój.”

To jeden z najbardziej dojrzałych fragmentów całej rozmowy. Pokazuje buddyzm nie jako konkurencyjny system wierzeń walczący o nowych wyznawców, lecz jako drogę wymagającą głębokiego namysłu i osobistego przekonania.

۞

Dokument swoich czasów

Nie wszystkie fragmenty wywiadu zestarzały się jednakowo dobrze.

Szczególnie dotyczy to wypowiedzi o chrześcijaństwie. Część sądów brzmi dziś bardzo ostro i z pewnością wywołałaby polemikę zarówno ze strony teologów, jak i badaczy religii.

Również fragment dotyczący islamu pozostaje jednym z najbardziej dyskutowanych elementów rozmowy. Niezależnie od oceny uogólnień zastosowanych przez rozmówcę, trudno nie zauważyć, że ostrzeżenie przed politycznym islamizmem padło osiem lat przed zamachami z 11 września i na długo przed falą ataków terrorystycznych, które zdominowały początek XXI wieku. To jeden z tych fragmentów, które po trzydziestu latach czyta się zupełnie inaczej niż w roku 1993.

Właśnie dlatego archiwalne wywiady bywają tak cenne. Pozwalają zobaczyć nie tylko to, co ludzie myśleli, ale także czego się obawiali, na co liczyli i jakie mieli wyobrażenia przyszłości. Słowa te pozostają świadectwem konkretnego momentu historycznego: początku lat dziewięćdziesiątych, kiedy świat zachodni dopiero próbował zrozumieć nowy porządek po zakończeniu zimnej wojny.

۞

Co przetrwało próbę czasu?

Najlepiej przetrwały te fragmenty, które dotyczą bezpośrednio praktyki umysłu.

Końcowe przesłanie wywiadu mogłoby zostać wypowiedziane równie dobrze dziś:

Nie walczyć z myślami. Nie ścigać ich. Nie próbować ich poprawiać. Spocząć w tym, co jest świadome.

To język bardzo bliski tradycji Mahamudry i Dzogczen — tradycji, które wskazują nie tyle na tworzenie nowych stanów umysłu, ile na rozpoznanie tego, co obecne jest od początku.

Po ponad trzech dekadach właśnie te słowa wydają się najbardziej aktualne.

۞

Wywiad, który stał się lustrem

Czytając rozmowę z 1993 roku trudno oprzeć się wrażeniu, że jej prawdziwym bohaterem nie jest ani buddyzm, ani nawet sam lama Ole Nydahl.

Bohaterem jest Polska.

Polska widziana oczami człowieka przyjeżdżającego tutaj od lat siedemdziesiątych. Polska wychodząca z komunizmu. Polska pełna niepewności, ale także nadziei.

Pytanie, które pozostaje otwarte po ponad trzydziestu latach, brzmi: czy rzeczywiście staliśmy się krajem, który wtedy dostrzegł w nas duński nauczyciel buddyzmu?

Czy nadal się budzimy?

Czy nadal stajemy się piękni?

A może najciekawsze w słowach duńskiego nauczyciela nie było to, co mówił o buddyzmie, lecz to, co dostrzegł w Polsce wcześniej niż wielu z nas samych?

===

Źródło: „Stajecie się piękni”, rozm. Piotr Jankowski z Ole Nydahlem, „Plus Minus”, dodatek do „Rzeczpospolitej”, nr 213 (3557), 11–12 września 1993 r. [Treść wywiadu poniżej w drugim Diamentowym Dodatku]

   

Diamentowe Dodatki

1: Polska roku 1993

Kiedy ukazał się wywiad „Stajecie się piękni”, Polska znajdowała się w świecie, który dzisiejszemu czytelnikowi może wydawać się niemal prehistoryczny.

Internet praktycznie nie istniał. W kwietniu 1993 roku CERN udostępnił technologię World Wide Web w domenie publicznej. Prawie cała ludzkość nie widziała jeszcze żadnej strony internetowej, a poczta elektroniczna była narzędziem naukowców i uczelni.

Telefony komórkowe widziano ponoć gdzieś na Księżycu. Nie było mediów społecznościowych, smartfonów, wyszukiwarek ani Wikipedii.

Polska przechodziła gwałtowną transformację gospodarczą. Bezrobocie rosło, zamykano państwowe zakłady pracy, giełda była rajem dla krótkodystansowych spekulantów, a społeczeństwo dopiero uczyło się funkcjonować w warunkach wolnego rynku.

Buddyzm tybetański pozostawał zjawiskiem niszowym. Stowarzyszenie Buddyjskie Karma Kagju liczyło około 1500 członków skupionych w 26 ośrodkach. Dziś liczby te nie robią może wielkiego wrażenia, lecz w realiach początku lat dziewięćdziesiątych był to jeden z największych ruchów buddyjskich Europy Środkowej.

W tym samym roku:

  • Bill Clinton rozpoczynał pierwszą kadencję prezydencką,
  • w Rosji trwał kryzys konstytucyjny zakończony ostrzelaniem parlamentu,
  • podpisano porozumienia z Oslo między Izraelem a OWP,
  • Unia Europejska dopiero powstawała na mocy Traktatu z Maastricht,
  • Dalajlama był znany głównie środowiskom zainteresowanym Tybetem i dialogiem międzyreligijnym.

Gdy więc lama Ole Nydahl mówił Polakom: „stajecie się piękni”, nie mówił tego do kraju będącego członkiem NATO i Unii Europejskiej. Mówił to do państwa, które dopiero próbowało wyobrazić sobie własną przyszłość.


2: Stajecie się piękni

Z Lamą Ole Nydahlem rozmawia Piotr Jankowski

„Plus Minus” – dodatek do „Rzeczpospolitej”, nr 213 (3557), 11–12 września 1993 r.

W latach sześćdziesiątych z krajów Zachodu wyruszyli do Indii i Nepalu młodzi buntownicy: jedni szukali tam tanich narkotyków, inni duchowych mistrzów. Ole Nydahl z Kopenhagi i jego żona Hannah odbyli wtedy najdalszą podróż na Wschód, jaką można sobie wyobrazić: podróż do mistycznego centrum Azji. W Himalajach poznali Jego Świątobliwość XVI Gjalwę Karmapę, mistrza linii przekazu Kagju — jednej ze szkół buddyzmu tybetańskiego — i zostali jego uczniami.

Dziś Ole Nydahl jest mistrzem medytacji, z prawem do nauczania potwierdzonym przez najwyższych lamów Tybetu, który przeniósł na Zachód nauki szkoły Kagju. Założył już ok. 140 ośrodków tej linii buddyzmu i od ponad 20 lat podróżuje, dając codziennie wykłady i spotykając się z ludźmi na całym świecie.

Stowarzyszenie Buddyjskie Karma Kagju w Polsce liczy ok. 1500 członków praktykujących w 26 ośrodkach, z których główny znajduje się w Kucharach (gm. Drobin, woj. płockie).

۞

To, że nauczyciele duchowi ze Wschodu przyjeżdżają na Zachód, nie jest już dziś może czymś tak niezwykłym jak dwadzieścia kilka lat temu. Natomiast nadal jest rzadkością, by młody człowiek z Europy jechał na Wschód i wracał stamtąd jako w pełni wykształcony mistrz buddyjski. Czego szukał pan aż w Himalajach? Dlaczego nie mógł pan znaleźć tego u siebie, w Danii, w swoich europejskich korzeniach?

— Tym, czego zawsze poszukiwałem, było doświadczenie. Kiedy byłem małym chłopcem, próbowałem walczyć z największymi chłopakami, wspinać się na najwyższe drzewa; kiedy podrosłem, jeździłem na najszybszych motocyklach. Zawsze zależało mi na prawdziwym doświadczeniu, na tym, by poczuć coś do końca, zobaczyć, co życie ma „w środku”. Oczywiście, każdy inteligentny człowiek wie, że nie widzimy wszystkiego i nie wiemy wszystkiego o świecie. Dlatego ludzie poszukują odpowiedzi i doświadczeń, które wybiegają poza zwykłe doświadczenie materialne. Ale metody zachodnie nie dają na to szans. Filozofia Zachodu zawsze była oparta albo na wierze, albo na analizie intelektualnej — nie opierała się nigdy w pełni na doświadczeniu.

I kiedy pod koniec lat 60. usłyszeliśmy — moja żona Hannah i ja — że lamowie nieustannie doświadczają stanów ekstazy, które moje pokolenie znało z krótkich doświadczeń ze zmieniającymi świadomość narkotykami — postanowiliśmy, że tam właśnie chcemy spędzić nasz miesiąc miodowy, że tak właśnie chcemy pokierować naszym życiem. No, i pojechaliśmy.

۞

Czy nazwałby pan siebie misjonarzem?

— Nie. Misjonarze często uważają innych za gorszych od siebie. My uważamy, że różne kapelusze pasują do różnych głów i doradzamy ludziom tylko tyle, by nie próbowali nosić zbyt wielu kapeluszy naraz. To wprowadza zamieszanie. Z wyjątkiem islamu, który uciska kobiety i prowadzi święte wojny, sądzę, że inne wielkie religie, jak hinduizm czy chrześcijaństwo, mają wiele dobrych stron. I jeśli umysły ludzi działają tak, że czerpią oni korzyść z tych religii — nigdy nie próbowałbym ich nawracać. Pochwaliłbym ich, że znaleźli to, co dla nich dobre, i może nawet starałbym się wzmocnić ich zaufanie do tego, co już mają.

Kiedy ludzie do mnie przychodzą i pytają: „Lamo Ole, czy powinienem zostać buddystą?” — zawsze odpowiadam pytaniem. Mówię: „Posłuchaj tego: umysł jest jak przestrzeń, a świat jest snem — co ty na to?”. Jeśli ktoś wtedy odpowiada: „No, a co w takim razie z moralnością, z moją rodziną, co się stanie z moją emeryturą…?” — wtedy mówię: „Pozostań lepiej przy tym bogu, który ci będzie mówił, co masz robić”.

A jeśli odpowiadają: „Dziękuję, dałeś mi wszystko, teraz wszystko jest możliwe, teraz cała przestrzeń jest moja” — wówczas mówię: „Witamy w klubie”. I zostają moimi uczniami.

۞

Jak scharakteryzowałby pan esencję buddyzmu w sposób zrozumiały dla zachodnich umysłów?

— Najważniejsza w buddyzmie jest wiedza, że nie ma różnicy pomiędzy tą prawdą, która jest wewnątrz i tą, która jest na zewnątrz nas, a także, że przestrzeń i wszelkie formy nie są w rzeczywistości czymś oddzielnym. To, co widać na wizerunkach różnych buddyjskich istot ochraniających — nazywamy je „strażnikami” — to są w istocie różne formy energii, które wywodzą się z różnych stanów mentalnych człowieka. Kiedy czegoś doświadczamy czy coś odczuwamy, zmienia się nasza energia, całe pole energii wokół nas.

Jeśli przedstawimy te formy energetyczne w formie obrazowej i przyzwyczaimy się, że one istnieją, wówczas również będziemy umieli posługiwać się nimi, pracować z nimi w naszym wnętrzu. Dlatego właśnie istnieją owi różni „strażnicy”.

Są dwa rodzaje stanów umysłu. Są takie, które pochodzą z poziomu „ponad-ego”, ponad normalnym personalnym poziomem „lubię — nie lubię”. Te stany są czystym wyrazem pełni możliwości, jakie istnieją „tu i teraz”. A drugi rodzaj to stany umysłu pochodzące z poziomu osobowego, poziomu rozróżniania między „lubię” i „nie lubię”.

W buddyzmie pracujemy tylko z tymi pierwszymi stanami umysłu — tymi transpersonalnymi. Buddyjscy „strażnicy” nie są w żaden sposób negatywni czy gniewni. Mają oni na czole „trzecie oko”, oko mądrości. Świadczy ono o tym, że widzą jednocześnie przeszłość, teraźniejszość i przyszłość i objawiają się w różnych formach tylko po to, by nam pomagać, ochraniać nas.

۞

Czy zgodziłby się pan z poglądem, że najlepszym, co mogłoby się stać z naszą cywilizacją, byłoby połączenie zachodniej technologii i podejścia analitycznego ze wschodnią postawą duchową i podejściem intuicyjnym?

— Powiedziałbym, że najpierw potrzebna jest demokracja. Zachodnia demokracja, jej „przejrzystość” i dążenie do tego, by ludzie stali się niezależni i dojrzali. Żebyśmy najpierw widzieli, że prawdziwym naszym celem jest człowiek. Doskonalenie człowieka. A wówczas metodą do tego prowadzącą mogłoby być to, co pan powiedział — owo połączenie. Ale najważniejszy jest człowiek, istota ludzka.

۞

Większość Polaków uważa swój silny katolicyzm za jeden z czynników, które pozwoliły naszemu narodowi przetrwać duchowo czasy komunizmu. Wydaje się, że buddyzm pełni podobną rolę dla Tybetańczyków uciskanych przez chińskie władze komunistyczne.

— Powiedziałbym — jeśli chodzi o Tybet — że bardziej niż sam buddyzm to silny związek z Jego Świątobliwością Dalajlamą i innymi wielkimi lamami jest tym, co pomaga Tybetańczykom trzymać się razem. Buddyzm jako w pełni praktykowany system już niemal tam nie istnieje. Niestety, Chińczykom udało się zniszczyć większość z tego, co związane było z buddyjską inteligencją, z nauką. To, co pozostało, to głównie rodzaj wiary i ufności pokładanej w paru osobach. Ale oczywiście to też pomaga im przetrwać.

۞

Jakie są główne różnice między buddyjskim i chrześcijańskim podejściem do duchowej strony ludzkiej egzystencji?

— W buddyzmie celem jest rozwój potencjału, jaki posiada każdy człowiek, podczas gdy celem chrześcijan jest uszczęśliwienie Boga. Sprawienie Bogu przyjemności. To wielka różnica.

Także w samej nauce — celem chrześcijan jest stać się dobrą „owieczką”, która zachowuje się przyzwoicie; być dobrym wyznawcą Boga. W buddyzmie dążymy do rozwinięcia wszystkich mocy i możliwości, jakie tylko ludzie są w stanie sami osiągnąć.

To bardzo szczególna cecha buddyzmu — że przede wszystkim dążymy do pełnego rozwoju człowieka samego w sobie.

Ostatnie słowa Buddy brzmiały: „Umieram szczęśliwy, bo udało mi się przekazać wam całość nauk, niczego nie zatrzymałem w zaciśniętej dłoni — macie teraz wszystko, czego potrzebujecie”.

A na końcu powiedział: „Nie bierzcie niczego na wiarę, badajcie i bądźcie sami sobie światłem”.

Tak więc nie jest to kwestia wiary, tylko wiedzy i osobistego doświadczenia.

۞

W czasach hippisowskich zainteresowanie religiami Wschodu było rodzajem mody. Teraz wydaje się, że coraz więcej ludzi na Zachodzie wybiera buddyzm „na poważnie” jako swoją drogę życiową, jednak Dalajlama w czasie swego pobytu w Polsce ostrzegał przed zbyt pochopną zmianą religii. Co pan o tym sądzi?

— To jest tak jak z dziewczyną czy chłopakiem, z którymi się chodzi. Jeśli łatwo porzucamy jedną osobę, to równie łatwo możemy porzucić następną, a potem trzecią i czwartą. Nie jest to zbyt głębokie podejście.

Przekonanie, że pragniemy takiej zmiany, powinno narastać stopniowo. Ludzie zresztą od razu poznają, czy ktoś robi coś powierzchownie czy też jest to naprawdę głębokie. Jeśli będzie to naprawdę przemyślane, rodzina i inni ludzie będą musieli to zaakceptować. Ale jeżeli to będzie jak zmiana jednej mody na drugą, a nasz umysł pozostanie taki, jaki był — wtedy lepiej dajmy sobie spokój.

۞

Podróżując tak wiele jako nauczyciel duchowy, ma pan prawdopodobnie większe niż inni możliwości obserwowania zmian we współczesnym świecie. Jakie pan dostrzega główne zagrożenia?

— Widzę dwa bardzo poważne zagrożenia. Przeludnienie w biedniejszych rejonach świata jest pierwszym z nich. Drugie to islam. To są najpoważniejsze problemy, z którymi Zachodowi przyjdzie się zmierzyć w bezpośrednim starciu.

۞

Dlaczego oddziela pan islam od innych religii?

— Jeśli coś jest niebezpieczne, trzeba to nazwać, powiedzieć głośno. Jeśli ktoś stale prześladuje kobiety — to jest to złe i zawsze powinno się przeciwko temu występować. A jeśli ktoś stosuje przemoc i dławi wolność, nie powinien mówić, że robi to w imię celów religijnych. To nie religia, tylko polityka. I naprawdę musimy być w pełni świadomi, czym jest dzisiejszy islam. To będzie ogromny problem.

۞

Był pan w naszym kraju wiele razy. Jak pan widzi zmiany, które przechodzimy po upadku komunizmu?

— Powiem panu, że przez cały okres komunistyczny, kiedy przyjeżdżaliśmy do Polski, powietrze było tu ciężkie. Ten kraj trwał w zbiorowej depresji. Teraz widzę, jak się budzicie i naprawdę stajecie się… piękni. To dla mnie wielka radość.

Oczywiście to chwilę potrwa. Wciąż jeszcze umysły nie mogą się przystosować, przyzwyczajone do tego, że „co nie jest dozwolone, jest zabronione”, podczas kiedy na Zachodzie uważa się, że „co nie jest zabronione, jest dozwolone”.

Uważam również, że wpływy waszego Kościoła są o wiele za silne. Ale poza tym naprawdę widzę piękny rozwój waszego kraju i bardzo mnie cieszy każdy przyjazd tutaj.

۞

Część polskich środowisk przekazu dość często podkreśla naszą nietolerancję czy ksenofobię. Ma pan jakieś doświadczenia w tym względzie?

— Macie swoją historię, pewne własne zasady i powinniście ich bronić przed zbyt dużymi wpływami z zewnątrz. Każdy naród ma prawo tego bronić. Nie w taki sposób, by uważać, że wszystko co obce jest złe, ale raczej przez wiedzę o tym, co się samemu posiada.

Nigdy jednak nie spotkałem się z najmniejszymi objawami nietolerancji w Polsce. Jako Duńczyk raczej mam poczucie, że jestem tu szanowany.

۞

A jako buddysta?

— Jako buddysta mam wrażenie, że wszyscy chcą się czegoś nauczyć. Naprawdę.

۞

Czy ma pan na koniec jakieś przesłanie?

— Chciałbym tylko dodać, że tym, co wszyscy powinni starać się zrozumieć, jest fakt, iż ich umysł jest czystym światłem, że nigdy się nie narodził i nigdy nie umrze, podczas gdy doświadczenia pojawiają się, zmieniają i znikają ponownie.

I zachęcałbym każdego, by od czasu do czasu znalazł chwilę spokoju i spróbował spocząć w tym, co jest świadome. Nie gonił myśli, nie oceniał ich, ale po prostu spoczął w tym, co te wszystkie myśli posiada. Tym, co jest czystą, otwartą przestrzenią, gdzie myśli i uczucia pojawiają się, prowadzą swoją grę i potem znów się rozpływają.

To jest moja rada dla wszystkich. Róbcie to.

Fundacja Rogaty Budda

— ⟁ —

Treść opracowana pod patronatem Fundacji Rogaty Budda — więcej »

• Tekst stanowi autorskie opracowanie przygotowane na potrzeby Projektu BuddhismTomorrow.

• Przy tworzeniu tekstu oraz ilustracji wykorzystano narzędzie oparte na sztucznej inteligencji Pandit—AI.

• Ilustracje mają charakter artystycznych impresji (AI) i nie stanowią rekonstrukcji świata rzeczywistego.

Niniejszy tekst powstał przy użyciu modelu Intellectus artificialis scribens (AIS) we współpracy z Homo sapiens scribens (HSS). Proces jego tworzenia miał charakter iteracyjny i obejmował następujące etapy »
  1. Inicjalny pomysł i koncepcja artykułu sformułowane przez HSS.
  2. Przeszukiwanie materiałów źródłowych — w tym poszukiwania dygresyjne i interdyscyplinarne — prowadzone w zasobach publicznych.
  3. Uzupełnienie korpusu źródeł o materiały prywatne i doświadczenie własne HSS.
  4. Kolacjonowanie i porządkowanie zebranych treści przy użyciu AIS.
  5. Określenie stylu wypowiedzi oraz zarysowanie głównych tez i struktury artykułu przez HSS.
  6. Generowanie tekstu przez AIS na podstawie dostarczonych założeń.
  7. Redakcja i korekta: HSS samodzielnie lub we współpracy z AIS.
  8. Iteracyjne dopracowywanie kolejnych wersji poprzez powtarzanie etapów 6–7 aż do momentu podjęcia przez HSS decyzji o zakończeniu prac i publikacji.


Tekst może zawierać elementy spekulatywne, eksperymentalne lub o charakterze fikcyjnym. Nie stanowi on instrukcji, porady medycznej, psychologicznej ani terapeutycznej.

Opisywane koncepcje i praktyki nie powinny być stosowane jako metody wpływania na zdrowie fizyczne lub psychiczne bez konsultacji z odpowiednim specjalistą. Autor i Fundacja nie ponoszą odpowiedzialności za skutki wykorzystania treści zawartych w tekście niezgodnie z ich przeznaczeniem.


࿒ om mani peme hung ࿒